Bałtycki alfabet literki R – Ż

R jak rozmowy

Tych na morzu sporo, zwykle rzecz jasna morskie opowieści. Na rejsach stażowych zabawne w dwójnasób, bo załogi zwykle świeże – drugi albo trzeci raz w morzu, a opowieści jak z czterdziestoletniej kariery rybaka z Jersey. Głównym tematem są oczywiście „uprawnienia”. Co zabawne, nikt jeszcze w przekonujący sposób nie odpowiedział mi na pytanie na co mu właściwie te uprawnienia. Pytań pojawia się bardzo wiele. W ramach tego bloga myślę, że zrobię swego czasu swoiste FAQ, gdzie najczęstsze pytania się pojawią.

S jak seks

Chodzę nieogolony, niedomyty, niewyspany, w brudnych ubraniach. Przesiąkam specyficznym zapachem łódki, fajek i kawy. Na miasto wychodzę w spodniach od dresu, bo nie chce mi się przebierać i nawet latem zdarza mi się nosić wełnianą czapkę. Bluza z kapturem, którą mam, służy mi już od lat trzech. Ale mimo to uważam się za dżentelmena pełną gębą i o seksie, a szczególnie swoich doświadczeniach w tej materii pisał nie będę, bo nie wypada.  Zresztą o czym pisać po powyższym opisie, jakże seksownego żeglarza.

No dobra, jeden 'insight': falowanie odwala za Was połowę roboty 😉

T jak tęsknota

Żeglarze to najwięksi schizofrenicy na świecie. Na morzu tęsknią za lądem, a na lądzie za morzem. Tęsknota żeglarska jest jednak inna niż lądowa. Na morzu niby się ciągle coś dzieje, ale jednak stałe pozbawienie się bodźców, które wpływają na przeciętnego mieszkańca dużego miasta, powoduje, że tęskni się dużo intensywniej. Tęskni się do osób, które nawet przelotnie się niegdyś poznało, jakichś pociągowych znajomości, portowych przelotnych flirtów sprzed kilku miesięcy, przyjaciół żeglarzy, których znało się tydzień lata temu, a kontakt się gdzieś utrzymał. Dwutygodniowa z kimś znajomość, w warunkach gdy nie ma bodźców, które mogłyby ją przyćmić, jest materiałem do wielogodzinnych wspomnień, analizy każdego szczegółu czasu spędzonego wspólnie, każdego gestu i słowa, spojrzenia. Osoby stają się sobie niezwykle bliskie w niezwykle krótkim czasie. Ktoś, kto schodzi na ląd i trafia w wir zajęć codziennych, innych emocji i problemów – zapomina. Żeglarz natomiast tęskni tak intensywnie jak bardzo intensywnie pamięta, a pamięta jako się rzekło bardzo intensywnie. Monotonia morza nie dostarcza wystarczającej ilości bodźców pozwalających na szybkie zapominanie. Więzi w tym świecie tworzą się szybko i bywają zadziwiająco trwałe – dużo trwalsze niż te zawarte na lądzie.

W jak wiatr

Demiurg i jedyny prawdziwie rozdający karty na morzu. W zależności od tego czy wieje i jak wieje można płynąć albo i nie. Im dłużej się pływa, tym bardziej żeglarz zdaje sobie sprawę z tego jak wąski tak naprawdę jest „przedział żeglowny”. No bo tak: przeciętny morski jacht ma szansę wypełnić żagle i nabrać jakiejkolwiek prędkości sensownej gdy wieje lekko powyżej 12 węzłów i tak naprawdę najfajniej żegluje się gdzieś do węzłów 20 – 25. Powyżej 25 trzeba już myśleć o refowaniu, w okolicach 30 zwykle zaczyna łódkę już dość poważnie przechylać. Powyżej 35 wszystko wyje, gwiżdże i huczy, przy ponad 40 robi się już bardzo, bardzo nieprzyjemnie. Nie dość, że wiatr jest na tyle wredny, że wieje z różną siłą, co zmusza do sporych kombinacji to jeszcze wieje z różnych kierunków, co również bywa upierdliwe. Jak za bardzo z przodu – źle bo nie popłyniesz, a nawet jak popłyniesz to będziesz jechać na burcie i chodzić głodny, bo w przechyle nikt nie da rady niczego ugotować. Jak za bardzo z tyłu – znowu problem, bo grot zasłania genuę i się źle steruje, a poza tym niewprawieni sternicy doprowadzają do niekontrolowanych zwrotów przez rufę…

Z jak „za cudowne ocalenie”

Żeglarski toast. Nie pije się „na zdrowie”, ani żadne takie. Za cudowne ocalenie w warunkach bałtyckich, jest toastem najbardziej stosownym.

Ż jak żeglarz

Czyli siłą rzeczy ja, a także kilkaset tysięcy podobnych mi zapaleńców na całym świecie, którzy z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu, decydują sie nadal, a przypominam, że wchodzimy w lata dwudzieste dwudziestego pierwszego wieku, snuć po morzu w łódce, która liczy kilkanaście metrów długości i przemierza jakieś dziesięć kilometrów na godzinę.

Żeglarze to fajni ludzie. Obcowanie z żywiołem uczy ich dystansu do samych siebie i różnych problemów. Przebywanie z innymi ludźmi na niewielkiej powierzchni uczy pewności siebie, a także najrozmaitszych społecznych kompetencji. Pomijiając już to, że mają absolutnie najlepszą opaleniznę i chudną nic nie robiąc (organizm kompensuje kołysanie jachtu, więc siłą rzeczy cały czas wykonuje ćwiczenia fizyczne, nawet w trakcie snu.

Z żeglarzami jest trochę jak z tym dowcipem o pilotach linii lotniczych, po czym takowego poznać. Po niczym, bo sam Ci o tym powie. I bardzo dobrze, bo identyfikowanie się jako żeglarz morski to powód do dumy. Dowód na to, że potrafisz wyjść ze swojej strefy komfortu i popróbować innego rodzaju wypoczynku, odwagi – bo nie boisz się obcować z nieznanymi sobie ludźmi, popłynąć w nieznane i zawierzyć się falom na oceanie czy morzu.

Jeśli nie jesteś żeglarzem, a chciałbyś nim zostać – odpowiedź jest na tej stronie.


4 odpowiedzi na “Bałtycki alfabet literki R – Ż”

Się podoba. Przed wyjściem z portu w rejs każdy skiper powinien obligować pierwszego do odczytania całego alfabetu załodze. Na głos. Niczym odprawa.
Będę cytował swoim załogantom jeśli można.
Jeśli nie…. to będę cytował bez pozwolenia.
Dzięki za tę odrobinę rozsàdnej wesołości.

Dziękuję, cieszę się, że się podoba, jak dostaje takie komentarze, to aż motywuje, żeby usiąść znowu I zmusić mózgownice do pracy 🙂 Cytować i rozpowszechniać oczywiście można, prosiłbym tylko o informowanie o źródle w czasie cytowania 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *