Co trzeba kupić – lista odzieży i sprzętu początkującego żeglarza morskiego.

Gdy zastanawiamy się nad nowym hobby, jedną z pierwszych rzeczy jest zwykle próba zrozumienia co nam będzie do realizacji tej pasji potrzebne, czyli zastanawiamy się nad tak zwanym „sprzętem”. Na wstępie zaznaczam, że żadna firma nie płaciła mi za product placement (w sumie szkoda, bo chętnie przytuliłbym trochę grosza 😉 )

W przypadku żeglarstwa morskiego, lista ta może być bardzo długa i tak kosztowna, że zaprze nam dech w piersiach i przysiądziemy z wrażenia. Ale zasadniczo tylko wtedy, gdy wpadniemy na pomysł, żeby zostać armatorem. Wówczas, istotnie, „sky is the limit”.

Dla przeciętnego, „urlopowego”, żeglarza morskiego lista ekwipunku jest zadziwiająco krótka i rachunek za nią wcale nie musi opiewać na równowartość samochodu osobowego klasy średniej. Bardzo dużo zależeć będzie od tego z kim i gdzie pływamy. No i jakie są nasze potrzeby w zakresie obwieszenia się metkami różnych designerskich marek.

Sztormiak

Jedno z najczęstszych pytań jakie można wyczytać na forach: „jaki sztormiak mam sobie kupić na rejs?”, nieodmiennie nastąpi po nim lawina kilkudziesięciu komentarzy, gdzie każdy podzieli się swoimi preferencjami. Odpowiedź na to pytanie jest tak naprawdę niejednoznaczna i brzmi: „to zależy”. Jeśli planujesz żeglowanie zimą, na dalekiej północy, kilka miesięcy w roku, na regatach jako bowman, to pewnie będziesz potrzebował tak naprawdę suchego kombinezonu, a nie klasycznego sztormiaka składającego się z kurtki i spodni.

Jeśli myślisz o żeglowaniu grecko – chorwackim w środku lata, to w ogóle zapomnij o sztormiaku. Dla wszystkich pośrednich przypadków – czyli na przykład, żeglowanie między majem a wrześniem po Bałtyku – wystarczy Ci tak naprawdę kurtka i spodnie ze średniej półki z Decathlonu. Najpiękniejsze może nie są, ale ich Tribord 500 za jakieś 400 złotych naprawdę robi dobrą robotę – używam bardzo intensywnie od kilku lat od marca aż do końca października i zasadniczo nie widzę śladów większego zużycia, nigdy też mi te ubrania nie przemokły. Żeglarze piszą również dużo dobrego o polskiej firmie Hornet, która jest nieco droższa niż ciuchy Triborda, za to szyta na miarę, no i zdecydowanie ładniejsza. Co do walorów użytkowych trudno mi się wypowiadać.

sztormiak ubrania żeglarskie rejs rejs stażowy
Mój podstawowy zestaw, który służy mi już od kilku lat, intensywnego użytkowania. Kurtka wymieniona trzy lata temu, bo poprzednia niestety wybrała wolność w wodach Zatoki Gdańskiej

!!!Bardzo ważnym elementem sztormiaka są spodnie, chyba nawet ważniejszym niż kurtka!!! Niekoniecznie drogie, ale koniecznie niech to będą portki typu „ogrodniczki”, nawet zwykłe spodnie robocze za 75 złotych, jeśli nie możesz sobie pozwolić na inne. Byle były na szelkach i byleby chroniły plecy. Odsłonięte plecy na chłodnym wietrze, a na dodatek przy ciągnięciu jakiejś liny, można przypłacić tygodniami niewyobrażalnego cierpienia jeśli trafi Cię zapalenie korzonków. Wprawdzie nie na morzu, ale gdy mnie raz trafiło to do toalety się dosłownie czołgałem.

Jeśli dopiero zaczynasz żeglowanie po morzu i nie wiesz czy Ci się spodoba, to nie szalej z kartą kredytową. Jeśli masz narciarskie ciuchy – to widziałem wiele osób, które nosiły je na jachtach i nie narzekały. Jeśli masz kurtkę taką „w góry” to też na jakiś czas Ci starczy. W podbramkowej sytuacji jakiejś ulewy – zapasowe sztormiaki zwykle się na jachtach znajdzie. Pod warunkiem rzecz jasna, że się pływa na dobrym jachcie i z dobrym skipperem.

Jedna z moich załogantek dopłynęła ze mną ze Szkocji do Polski w najzwyklejszej przeciwdeszczowej kurtce za kilkanaście funtów i do tej pory uparcie odmawia zakupu sztormiaka mimo przepłynięcia po morzach na naszej szerokości geograficznej około 3000 mil morskich.

Bluza z kapturem i spodnie dresowe

To moja osobista preferencja, bynajmniej nie wynikająca z upodobania do przesiadywania pod sklepem spożywczym z butelką niedrogiego winiacza.

Przez głowę traci się podobno jakieś 40% ciepła, czapki można zapomnieć, albo Ci ją zwieje do wody, a w bluzie z kapturem osłonę łepetyny masz zawsze pod ręką. Spodnie dresowe lubię, bo się w nich wygodnie chodzi, nie obcierają i jak się trzeba szybko przespać między wachtami to robią przy okazji za piżamę.

Polar albo sweter

Możesz sobie zafundować najdroższy sztormiak świata, a i tak w nim będziesz marznąć bo to nie jest ocieplana odzież. Ma Cię ochronić przez wiatrem i wodą, ale temperaturę traci się również po prostu przez brak izolacji. Ja zwykle zakładam na siebie bluzę z kapturem, a na to sweter i w zupełności wystarcza w chłodniejsze dni, bo latem nawet na Bałtyku rzadko jest na tyle zimno, żeby się opatulać jak furman w styczniu. Weź ze sobą ze dwa polary jeden cienki i jeden gruby, na to kurtkę i w zupełności wystarczy. A przede wszystkim dowiedz się, czy jacht ma ogrzewanie.

Buty

Tu mam trochę problem, bo sam nigdy nie wiem co założyć. Przyznam się szczerze, że nigdy nie miałem pary takich „żeglarskich”. Może spróbuję w nadchodzącym sezonie. Co mnie przekonuje to, że są skórzane, więc jak zawilgną to pewnie nie będą śmierdzieć zdechłym psem jak przemoczone adidasy. Buty musisz mieć przede wszystkim wygodne i takie, z zabudowanymi nosami, gdyby przytrafiło ci się w coś kopnąć tym palcem co się go używa do szukania mebli w nocy. Jak jeszcze znajdziesz takie na białej podeszwie to armator będzie Ci bardzo zobowiązany, bo czyszczenie czarnych smug gumy z żelkotu jest czynnością wysoce upierdliwą. Widziałem, że w cieplejsze dni sporo ludzi nosi crocsy – wydają się być one fajnym rozwiązaniem – łatwo i szybko się je zakłada i chronią palce u stóp.

Największy kłopot mam z tym co doradzić na temat kaloszy. Są wielkie, ciężkie i nieporęczne, zajmą Ci z połowę miejsca w bagażu. Odpowiedź na pytanie czy wziąć kalosze, jest tak naprawdę odpowiedzią na pytanie: czy będzie padał deszcz? Ewentualnie: czy na pokład wchodzi fala? Na pierwsze w perspektywie tygodnia / dwóch nie odpowie Ci nawet najlepsza prognoza pogody. Na drugie, o falę wchodzącą na pokład, można odpowiedzieć tak: w rozsądnych warunkach zafalowania, na względnie lekkich, typowych i względnie nowych jachtach turystycznych, fala zazwyczaj nie wchodzi na pokład, bo jacht się od niej „odbija” dziobem. Ciężkie, starsze jachty tną falę, więc siłą rzeczy leje się po pokładzie. To oczywiście generalizacja. Wożę wprawdzie ze sobą kalosze, ale w minionym sezonie miałem je na stopach raz – przy myciu pokładu w porcie.

Okulary przeciwsłoneczne

Koniecznie, obowiązkowo i nieodwołalnie. Na jachcie w słoneczny dzień jest niewiarygodna ilość światła, odbitego od wody i żagli. Najlepiej polaryzowane, bo skutecznie eliminują rozbłyski na wodzie, wadą jest to, że źle się przez nie patrzy na ekrany LCD. Osobiście korzystam z Polaroidów, bo cenowo najlepiej wychodzą i robią swoją robotę.

Śpiwór

Tu warto zasięgnąć języka, czy trzeba zabierać, czy nie. Wiele jachtów na których organizuje się rejsy ma pościel na pokładzie, więc wtedy śpiwór można sobie darować. Jeśli nie ma pościeli, to warto zasięgnąć języka, co to za łódka, bo może się okazać, że na przykład nie ma ogrzewania i wtedy ciepły śpiwór będzie konieczny.

Nóż

Mówią, że żeglarz koniecznie musi mieć nóż. Ja się z tym nie do końca zgadzam. Wożenie noża jest kłopotliwe, gdy na rejs wybierasz się samolotem i chcesz przyciąć kilka złotych na bagażu rejestrowanym, a chyba nie ma jachtu, bez przynajmniej jednego noża na pokładzie (choćby w kambuzie). Żeglarze mają nosić noże, na wypadek gdyby trzeba było na szybko ciąć jakieś zblokowane liny. Jeśli jesteś na jachcie, gdzie zachodzi konieczność zrobienia czegoś takiego, to oznacza, że coś poszło bardzo nie tak jak powinno. Nie ma rzecz jasna niczego złego w tym, jeśli chcesz mieć nóż. Gdy już się na takowy zdecydujesz, to powinien on mieć ostrze do cięcia lin właśnie (czyli piłkę), bywają i takie, które mają ostrze do rozplątywania zaciśniętych węzłów (taki śmieszny stalowy bolec) oraz szeklownik czyli szczelinkę w którymś z ostrzy, do odkręcania szekli.

noże żeglarskie, żeglarstwo, rejs stażowy 100h
U góry bardzo zgrabny nożyk, który zasadniczo spełnia wszystkie cechy noża żeglarskiego, zostawiony na pokładzie przez jednego z moich załogantów. Na dole moje, nieco bardziej rozbudowane narzędzie. No ale jak się czas spędza głównie na konserwacji sprzętu, to skrzynka narzędziowa w kieszeni jest bardzo praktycznym rozwiązaniem.

Jeden z moich kolegów skipperów chodzi z przypiętym do pasa nożem, który oryginalnie zdaje się służy do krojenia pomidorów (z takimi drobnymi ząbkami) i twierdzi, że jest dobry bo nie ma szpica, żeby się na niego nadziać, linę tnie jak masło i kosztuje cztery złote więc nie ma problemu jakby się go zgubiło.

Latarka

To zdecydowanie pożyteczne urządzenie, gdy planuje się nocną żeglugę. Latarkę najlepiej kupić czołową i koniecznie taką, żeby miała czerwone światło. Nie ma nic bardziej wkurzającego dla drzemiącego w mesie skipera niż świecenie wszystkich świateł po to, żeby zrobić wpis do dziennika jachtowego. Czerwone światło powoduje również, że nie tracimy zdolności do widzenia w ciemności, a ta w nocnej żegludze jest nie do przecenienia.

Krem przeciwsłoneczny

I to nieważne czy na ciepły akwen, czy na zimny. Na jachcie można się bowiem usmażyć wcale nie gorzej niż w wysokich górach.

Czapka, szalik, rękawiczki

Mało ważą, nie są duże, a warto je mieć ze sobą nawet przy żeglowaniu latem. Na wszelki wypadek. Co do rękawiczek, to moje doświadczenie jest takie, że cuda sprzedawane jako żeglarskie w marketach z odzieżą sportową, w ogóle się do morskiego żeglowania stażowo – turystycznego nie nadają. Ja najbardziej lubię rękawice narciarskie 'mobile friendly', albo rękawiczki jednopalcowe, które da się „rozebrać” od góry, tak, żeby mieć swobodne opuszki palców, bo to konieczne do obsługi chartplottera, czy telefonu.

Powerbank

Jeszcze kilkanaście lat temu brzmiałoby pewnie ekstrawagancko, ale powerbanki stały się elementem wyposażenia żeglarskiego. Obecne apetyty na energię są tak duże, że dobrze jest gdy uczestnicy rejsu mają te kilka amperogodzin poupychane gdzieś po kieszeniach. Zarówno ze względu na konieczność oszczędzania energii elektrycznej na większości jachtów, jak i ze względu na ilość dostępnych gniazdek USB na pokładzie.

Książeczka żeglarska albo inny logbook

Całkiem serio. Wprawdzie nie ma obowiązku posiadania książeczki, ale kosztuje grosze, a to chyba fajna pamiątka na przyszłość w sam raz wspominki o morskich przygodach.

Ponadto

Jeśli ktoś chce się już poczuć naprawdę bezpiecznie, a do tego ma do dyspozycji wolną gotówkę, może sobie sprawić tak zwane PLB, czyli Personal Location Beacon – urządzenie, które będzie wskazywało pozycję po wpadnięciu do wody.

Niekonieczne są natomiast zakupy takich przedmiotów jak: kamizelek asekuracyjnych, plotterów, lornetek, kompasów, przenośników nawigacyjnych, wykupowanie subskrypcji drogich programów / aplikacji nawigacyjnych, map morskich, locji itp. Wszystkie te rzeczy POWINNY znajdować się czy to na komercyjnie czarterowanej jednostce, czy też na pokładzie jachtu na którym wybieramy się w rejs stażowy lub turystyczny. Jeśli ich nie ma – to trzeba się zastanowić, czy w ogóle wsiadać na taki jacht. Ewentualnie można zabrać ze sobą jakiś ciekawy przewodnik żeglarski (a potem sprezentować skipperowi 😉 ), można jeśli się już bardzo chce, kupić sobie lornetkę, bo te na czarterówkach są czasem dość mocno zużyte.

Powyższa, pewnie niewyczerpująca, lista jest moim zdaniem minimum, które każdy początkujący żeglarz powinien mieć ze sobą. Jak sami widzicie niekoniecznie trzeba inwestować w nie wiedzieć jak drogi sprzęt, czy odzież, bo większość z tych przedmiotów pewnie każde z nas w domu gdzieś tam ma. Z czasem, gdy złapiemy bakcyla możemy sobie je powymieniać na bardziej „żeglarskie” czy markowe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *