Kategorie
Publicystyka

Jak zostać żeglarzem morskim w Rumunii. Czyli o ICC w wydaniu rumuńskim.

Rumunia pewnie bardziej kojarzy nam się z wycieczkami do Transylwanii i Maramuresz, a mniej z żeglarstwem i morskimi tradycjami. Gdzieś tam pewnie przebiegną przez myśl fragmenty „Znaczy Kapitana”, ktoś pewnie spotkał się z żaglowcem „Mircea”, a żeglujący po Grecji z pewnością minęli się w którejś z tawern z licznie wypoczywającymi w Grecji Rumunami. Do tego wszystkiego, poprzedni Prezydent tego kraju, Traian Basescu, był z zawodu marynarzem, a port w Konstancy jedną z dróg ucieczki na zachód polskich żołnierzy po klęsce w 1939 roku.

Trochę z sentymentu do tego pięknego kraju, w którym kiedyś przyszło mi mieszkać (dość daleko wprawdzie od morza), a trochę ze zwykłej ciekawości zdecydowałem się na ten wpis. Po krótkim researchu:  jednej rozmowie telefonicznej z bardzo uprzejmym panem prezesem Federatia Romana de Yachting oraz wymienianie maili z miłymi panami ze Scoala Nautica pod auspicjami Mojo Yachting z Bukaresztu, czerpiąc zresztą garściami z informacji zamieszczonych na ich stronie internetowej, udało mi się ustalić, co następuje…

Nie ma Kapitana Jachtowego Czarnomorskiego…

Pierwsze co rzuca się w oczy, komuś kto przyzwyczajony jest do polskiego, czy nawet i brytyjskiego systemu szkolenia, to że w Rumunii nie ma jako takich nazw ‘rang’ czy też ‘stopni’ żeglarskich. Nie ma sterników morskich, kapitanów jachtowych czarnomorskich, czy innych coastal skipperów. Są kategorie wód na których, na podstawie posiadanych certyfikatów kompetencji można prowadzić rekreacyjne jednostki pływające do 24 metrów długości.

W gruncie rzeczy, system przyjęty przez Rumunów, to słabo znany w Polsce (tak słabo, że się nawet nie doczekał polskiej strony na Wikipedii), standard certyfikatów kompetencji typu ICC –International Certificate for Operators of Pleasure Crafts. Podobne certyfikaty występują w kilku wariantach w sumie w nieco ponad dwudziestu krajach na świecie. Są one wydawane gdy Państwo ratyfikuje Rezolucję nr 40 Komitetu ds. Transportu Europejskiej Komisji Gospodarczej ONZ. Według różnych wykładni system ten jest uzupełnieniem, czy też międzynarodowym potwierdzeniem, uprawnień wydawanych przez państwo flagi. W założeniu, miała to być próba unifikacji systemu szkoleń i certyfikatów kompetencji żeglarskich i motorowodnych. Polska Rezolucji 40 nie ratyfikowała (pozostając przy jej poprzedniku), stąd też stosunkowo niewiele informacji na temat ICC w naszym kraju i nie ma instytucji, która w oparciu o nią wydawałaby dokumenty.

Z tego co udało mi się ustalić, wynika że w Rumunii ICC jest po prostu jedynym istniejącym dla żeglarzy – amatorów potwierdzeniem ich umiejętności. Kraj ten ratyfikował Rezolucję 40 i wydaje w oparciu o jej wytyczne certyfikaty kompetencji.

Bardzo długa droga przez cztery kategorie i cztery lata

Instytucja, która wydaje certyfikaty na poszczególne kategorie wód oraz przeprowadza egzaminy to odpowiednik polskiego Urzędu Morskiego – Autoritatea Navale Romana (ANR). Żeby w ogóle przystąpić do egzaminu, trzeba przejść szkolenia teoretyczne oraz praktyczne, które mogą przeprowadzać wyłącznie akredytowane przez ANR szkoły żeglarstwa. Jedyny certyfikat, który nie wymaga egzaminu przeprowadzanego przez ANR to typowo żeglarski ‘dodatek’ w postaci literki ‘S’ na certyfikacie. Tutaj wystarczy dyplom ukończenia szkolenia żeglarskiego wystawiony przez szkołę.

Kategorie żeglugowe i przypisane do nich certyfikaty, poczynając od najniższej, to:

D – wody śródlądowe włącznie z Deltą Dunaju – egzaminuje się z: obsługi łodzi o napędzie motorowym, ogólnych umiejętności żeglarskich oraz z przepisów Regulamentul Navigatiei pe Dunare si Canale, czyli Przepisów o Żegludze po Dunaju, który jest dokumentem w kompleksowy sposób regulującym ruch na tej rzece i opisującym w oparciu o system CEVNI w zasadzie wszystko po kolei: locje, oznakowania, niezbędne dokumenty, które trzeba mieć na jednostce, oświetlenie jednostki, zasady przewozu materiałów niebezpiecznych, zasady korzystania z radaru, wzywanie pomocy w niebezpieczeństwie itp. Cały dokument liczy 166 stron, więc jest co czytać.

C – wody morskie do 6 mil morskich od brzegu, tutaj egzaminuje się z: MPZZM, obsługi i prowadzenia rekreacyjnej jednostki pływającej, umiejętności żeglarskich (seamanship) oraz podstaw nawigacji w tym utrzymywania kursu, ustalania pozycji itp.

B – wody morskie do 24 mil morskich od brzegu. Żeby otrzymać to uprawnienie przechodzi się egzamin z: MPZZM tym razem po angielsku, przepisów prawa morskiego, nawigacji, obsługi statku, meteorologii, hydrologii. Ponadto trzeba być posiadaczem certyfikatu typu C przez dwa lata (!), a także mieć zrobione szkolenie radiowe, przy czym wymagane jest LRC (Long Range Certificate).

A – wody morskie, nieograniczone. Egzamin z MPZZM po angielsku, przepisy prawa morskiego, nawigacja, locja, obsługa statku, meteorologia, hydrologia, konstrukcja jednostek pływających, dzielność jednostek pływających oraz ponownie przepisy o żegludze po Dunaju. Podobnie jak w poprzednim przypadku, trzeba być posiadaczem certyfikatu kategorii B przez dwa lata, żeby móc przystąpić do egzaminu oraz mieć licencję operatora LRC.

S – uprawnienia żeglarskie sensu stricte, tutaj podczas egzaminu sprawdza się: znajomość budowy jachtu, umiejętność obsługi olinowania stałego oraz ruchomego, umiejętność manewrowania jednostką na żaglach. W trakcie szkolenia odbywa się przynajmniej 48 godzin pływania po morzu, również w nocy, w trakcie których ćwiczy się manewry dokowania, podjęcia człowieka za burtą itp. Uprawnienia typu S, można zdobyć w dowolnym momencie, już od poziomu wód śródlądowych.

Podczas szkolenia na praktycznie każdy z certyfikatów odbywa się kursy z: pierwszej pomocy, a także symulację pożaru na pokładzie jednostki pływającej oraz uczy zasad bezpieczeństwa na wodzie. W zależności od certyfikatu, szkolenia na poszczególne certyfikaty zawierają od 12 – 16 godzin teorii oraz między 8 a 48 godzin zajęć praktycznych: manewrówek, pływania na żaglach, pracy na cumach i odbijaczach. Egzaminy teoretyczne zdaje się komputerowo, próg zdawalności to 80%. Na każdy z certyfikatów, należy zdać egzamin praktyczny oraz teoretyczny.

Jak to jest z tym stażem?

Bardzo zaintrygował mnie wymóg dwóch lat, który stawiany jest kandydatom do kategorii A i B. Podpytałem więc moje źródła o to, jak należy to rozumieć. Jak się okazuje, ANR nie ma opracowanego żadnego systemu potwierdzania ilości przepłyniętych mil lub godzin, nie ma logbooków, opinii ani książeczek żeglarskich. Ustalono więc arbitralnie dwa lata przerwy pomiędzy uzyskaniem poszczególnych certyfikatów.

Przy pisaniu tego artykułu, wspomagałem się: stroną internetową scoalanautica.ro, Wikipedią o standardzie ICC, oryginałem Regulamentul Navigatiei pe Dunare si Canale, stroną internetową Royal Yachting Association, Załącznikiem do Rezolucji nr 40 EKG ONZ , Konwencją CEVNI, oraz dużą ilością kawy.

Kategorie
Przewodnik żeglarski

5 Powodów, żeby pożeglować w Szkocji

Szkocja na pierwszy rzut oka nie kojarzy się z letnim wypoczynkiem, a chyba jeszcze mniej z żeglarstwem. Leży dość daleko na północy i ma opinię miejsca, gdzie wiecznie leje deszcz. Tymczasem, jeśli spojrzeć na mapę i popatrzeć szczególnie na jej zachodnie wybrzeże poznaczone głębokimi bliznami fiordów i upstrzone nieregularnymi archipelagami, same nasuwają się skojarzenia z Norwegią, Szwecją, czy na upartego nawet Chorwacją. Nie jest to monotonna jednolita linia, a przeciwnie: labirynt wysp, wysepek, cieśnin i kanałów, które aż się proszą o to, żeby je spenetrować żaglówką.

Poniżej, kilka powodów dla których warto się na żagle do Szkocji wybrać.

Cisza i spokój

Tu nie ma dziesiątek tysięcy jachtów obijających się jeden o drugi. Nie ma dużych miast i tak naprawdę niewiele jest również marin. Często trzeba stanąć na bojce lub na kotwicy, gdzieś w dziczy. Hebrydy Zewnętrzne to już ziemia w ogóle bezludna – gęstość zaludnienia wynosi tam raptem 9 osób na kilometr kwadratowy  (to tak jak na przykład w Rosji). Jeżeli więc chcesz uciec od zgiełku i tłumów – to miejsce jest w sam raz dla Ciebie.

Dziwy natury

Szkocja jest niesamowicie urozmaicona. Znajdziesz tu zarówno białe jak na Malediwach plaże, jak i góry niemalże wyrastające z morza. Dość powiedzieć, że do Fort William u podnóża najwyższego szczytu Wielkiej Brytanii, Ben Nevis, można podpłynąć jachtem morskim i to nie tylko od zachodu, ale również z Inverness, ze wschodu, bo kończy się tu Kanał Kaledoński. Ponadto, znajdują się w Szkocji, na przykład, trzeci największy na świecie wir wodny: Corryvreckan, którego ryk słychać ponoć czasem nawet na 20 kilometrów, a także wyspa Staffa z grotą Fingala, której bazaltowe kolumny swoją regularnością przypominają bardziej budowlę wykutą ręką człowieka niż siłami natury. Pasmo wzgórz Quirang oraz wodospady Fairy Pools na wyspie Skye, będącej najpopularniejszym miejscem Hebrydów.  Na morzu można spotkać: foki, płetwale karłowate, a także przeurocze Maskonury.

Dziwy kultury, zagadki i tajemnice wszelakie

Chciałbyś usłyszeć jak brzmi gaelicki? Proszę bardzo: na Hebrydach Zewnętrznych jest to pierwszy język ponad połowy mieszkających tam ludzi. Zobaczyć budowle starsze od Piramid? Callanish Stones na wyspie Lewis, to liczący sobie pięć tysięcy lat kamienny krąg, będący ponoć centrum religijnym, czy też obserwatorium astronomicznym przez dobre półtora tysiąca lat. Poszukać butelek po whisky z czasów drugiej wojny światowej? Na wyspie Barra w 1941 roku rozbił się statek SS Politician, który wiózł 22 tysiące skrzynki whisky i warte trzy miliony funtów banknoty jamajskie. Zapobiegliwi miejscowi szybko zajęli się ‘zabezpieczaniem’ wraku i znajdującego się na nim mienia, co nie spodobało się rzecz jasna władzom, które zaczęły ich za to ścigać, a miejscowi chować butelki z wodą ognistą w najbardziej nieprawdopodobnych miejscach. Ponoć po dziś dzień można je znaleźć po króliczych norach czy gdzieś wciśnięte między kamieniami. Na kanwie tej historii powstały dwa filmy: Whisky Galore.

Dla miłośników wycieczek w opuszczone miejsca jest St. Kilda – przez wieki najbardziej odizolowane społeczeństwo Wysp Brytyjskich, opuszczona przez ludzi w latach trzydziestych minionego stulecia, ze względu na trudności z zaopatrzeniem.

Znajduje się tu również jedno z najbardziej osobliwych lotnisk na świecie z pasem startowym na plaży – samoloty mogą tu lądować i startować wyłącznie w czasie odpływu.

Jeżeli z jakiegokolwiek powodu chciałbyś odwiedzić jedyne na świecie miejsce gdzie wydobywa się granit z którego później robi się kamienie do gry w curling – Aisla Craig mieści się jakieś dwie – trzy godziny żeglugi od Ardrsossan

Jeśli tego wszystkiego Ci nie dość na wyspie Arran mieści się centrum medytacji buddyjskich, a w najróżniejszych portach, często organizowane są koncerty muzyki irlandzkiej, celtyckiej, a także szant.

Callanish Stones

Conieco dla ciała

Tak jak Francja, czy Hiszpania podzielone są na regiony winiarskie, tak Szkocja podzielona jest na regiony produkcji Whisky. Wyspy, czyli jak się tu mówi łącznie na Hebrydy Wewnętrzne i Zewnętrzne, są jednym z tych regionów. Najstarszą destylarnią jest słynny na cały świat Talisker, mieszczący się na Skye, ale nie tylko on. Praktycznie na każdej z wysp, znajduje się któraś z wytwórni tego alkoholu. Co więcej: jeśli nie jesteś fanem whisky, a gustujesz w ginie to również znajdziesz coś dla siebie. Popularność ginu w Wielkiej Brytanii jest tak ogromna, że znajdziesz miejsca, gdzie nic innego poza jałowcówką nie serwują. Na Hebrydach jest również kilka miejsc, gdzie gin się produkuje.

Wymagające żeglowanie

To istotne szczególnie dla żeglarzy, a zwłaszcza tych, którzy chcą sobie zrobić staż na pływach. Otóż żeglowanie po Szkocji, naprawdę wymaga sporej pokory i dobrego zastanowienia się co i kiedy można zrobić. Wprawdzie archipelag Hebrydów Zewnętrznych działa jak wielki falochron, który osłania całe zachodnie wybrzeże przed furią Oceanu, ale… ukształtowanie linii brzegowej, przede wszystkim zaś liczne i nieregularne cieśniny powodują, że woda znacznie w niektórych miejsca przyspiesza – prądy potrafią osiągnąć prędkość nawet 4.5 – 5 węzłów. Jakby tego było mało, w labiryncie wysp i wysepek spotykają się na przykład prądy o dwóch, trzech albo i czterech różnych kierunkach, co powoduje powstawanie wirów wodnych, albo krzyżującej się fali i niesamowity galimatias. Ponadto, spora część informacji na mapach morskich w Zachodniej Szkocji, pochodzi z ręcznych sondowań sprzed 130 lat (no dobra, Navionics zbiera bardziej dokładne dane niż Admiralicja, bo od każdego użytkownika, który ma podpiętą echosondę i internet podaje wszystkim dane dotyczące głębokości). Wszystko to do kupy wzięte oznacza, że żegluga wymaga dobrego planowania i trzeba mieć na wszystko oczy szeroko otwarte. Siłą rzeczy wymusza też nieco ‘chorwacki’ sposób żeglowania – w nocy raczej nie ma się tu co plątać, a i za dnia dobrze kombinować, żeby nie pływać w miejsca gdzie prąd wieje przeciwko wiatrowi lub nie utknąć gdzieś na parę godzin nim prąd zmieni kierunek. Z drugiej strony – umiejętnie zaplanowana trasa daje dużo satysfakcji, gdy uda się prąd odpowiednio wykorzystać.

Pogoda

Faktem jest – i nie ma się tu co czarować – że Szkocja to nie Grecja. Z drugiej strony: od maja do września suma opadów jest podobna do… Polski, a ilość dni deszczowych miesięcznie porównywalna. Jest nieco chłodniej, ale jak to mówią – nie ma złej pogody, są tylko źle ubrani żegarze.

Hebrydy Wewnętrzne i Zewnętrzne, będą wyborem dla tych, którzy mają ochotę na żaglach posmakować czegoś innego niż zatłoczonych greckich czy chorwackich marin. Wybiorą je Ci, którzy szukają wypoczynku w ciszy, spokoju i odosobnieniu. Z dala od nadmorskich dyskotek i imprezowni. Wybiorą je Ci, których pociąga obcowanie z naturą, wyrafinowany i bardzo urozmaicony krajobraz, nieprzewidywalna pogoda. A także, co nie bez znaczenia dla żeglarzy z krwi i kości – wyzwanie. Bo ten akwen do najłatwiejszych nie należy. Możliwości czarteru są dość ograniczone, więc warto skorzystać z oferty zorganizowanych rejsów. Jeżeli udało mi się zachęcić Cię tym krótkim artykułem do rozważenia Szkocji jako następnego miejsca w którym chciałbyś pożeglować – skontaktuj się ze mną.

Kategorie
Porady

Co należy usłyszeć od skippera przed morskim rejsem jachtem?

Skipper to takie ziemnowodne stworzenie, które w bardzo podstawowym pakiecie i dość powszechnej percepcji zajmuje się na jachcie głównie spaniem i jedzeniem. Ponadto parkuje w marinach i pilnuje, żeby łódka płynęła tam, gdzie ma płynąć, a nie dokąd indziej. W pakiecie rozszerzonym: dba o dobre samopoczucie uczestników rejsu, zabawia rozmową i morskimi opowieściami, zgrywając się na wilka morskiego oraz pełni rolę przewodnika. Są jeszcze pewnie pakiety premium i de luxe i pewnie jeszcze jakieś inne, bo skipperzy to zróżnicowany i potrafiący zaskakiwać ludek. Dziś jednak trochę o podstawie podstaw.

Safety briefing

Jest taka czynność –  i to niezależnie od pakietu – którą każdy wychodzący w morze skipper wykonać powinien. Chodzi o tak zwaną ‘odprawę bezpieczeństwa’ czy z angielskiego ‘safety briefing’. Przeprowadzenie go nakazuje zdrowy rozsądek oraz dobra praktyka morska. A także rozmaite przepisy. Jeśli z jakiegokolwiek powodu na początku rejsu się nie odbył – upomnij się o to.

Dlaczego to takie ważne?

Jeśli jesteś uczestnikiem rejsów, nie żeglującym regularnie i skipper robi briefing – postaraj się skupić – jest tam sporo informacji, które mogą, albo Tobie albo komuś innemu ocalić skórę w razie jakiegoś nieszczęśliwego przypadku. Wybierając się w rejs morski, warto wiedzieć, że skipperom też przytrafia się wylecieć za burtę. Może nawet częściej niż pozostałym uczestnikom rejsu. Skipper może też dostać zawału serca, oberwać w głowę bomem grota, zapaść na śpiączkę, zachorować, zatruć się, czy też może mu się przytrafić  jedna z miliona innych rzeczy, które uniemożliwiają ludziom normalne funkcjonowanie. Kiepsko, jeśli się nagle okaże, że był jedyną osobą (aczkolwiek tak nie powinno być z zasady w rejsach morskich!), która wiedziałaby jak się wyciągnąć z wody… Gdyby tylko, cholera, właśnie nie zniknęła 200 metrów za rufą jachtu.

 Jak wiadomo powszechnie, w czasach niespotykanego w historii ludzkości bombardowania naszych receptorów informacjami – mało prawdopodobne, żeby udało Ci się skupić na tyle długo, żeby zapamiętać wszystko co skipper Ci na briefingu powie. Poniżej więc lista dla utrwalenia, albo zapoznania się przed wycieczką morską na niewielkim jachcie.

Kamizelki ratunkowe oraz uprzęże asekuracyjne

Gdzie są, jak ich używać, jak kamizelkę założyć, dopasować i w jakich warunkach mają być obowiązkowo na grzbiecie. „Wąsy”, czy innymi słowy pasy lub uprząż asekuracyjna – łącznie z informacją o  miejscach gdzie należy je do jachtu mocować. Polecane lokalizacje to: przewidziane do tego celu ‘stalowe ucha’, ‘lajflina’, czyli kawał taśmy, lub liny pociągniętej wzdłuż pokładu, czasem stolik w kokpicie jachtu, a także maszt. Niepolecane: koło sterowe – kiepsko sternikowi pracować,  relingi – można polecieć do wody razem z nimi, a poza tym przy przemieszczaniu się, trzeba się ciągle przepinać. Skipper wspomni Wam w tym miejscu pewnie o najbardziej podstawowej zasadzie przemieszczania się po jachcie: ‘jedna ręka dla jachtu’, czyli jeśli spacerujesz po jachcie – zawsze staraj się czegoś trzymać.

Gaśnice, koce gaśnicze i inne przeciwpożarowe historie

Gaśnice, koce gaśnicze: ich lokalizacja oraz sposób ich używania, a także postępowania w przypadku pożaru na jachcie. Powinien także poruszyć temat korzystania z ognia na pokładzie i pod pokładem jachtu. Czyli, że pod pokładem nie kurzymy fajek, a na pokładzie najlepiej na zawietrznej i niekoniecznie w pobliżu bakisty gdzie znajduje się butla z gazem. W tym miejscu skipper wytłumaczy pewnie również, jak posługiwać się kuchenką, tak żeby nie zmienić jachtu z jednostki pływającej w latającą.

Gdzie jesteśmy

Gdzie i jak sprawdzić pozycję geograficzną jachtu – przydatne, gdy trzeba wytłumaczyć jakoś służbom ratowniczym gdzie się znajdujecie i odpowiedź, że: ‘na morzu między Norwegią, a Szkocją’ okazuje się niedostatecznie precyzyjna. Możliwości jest tutaj kilka, zazwyczaj powinno się ją dać znaleźć na: wyświetlaczu radia, chartplotterze, w dzienniku jachtowym lub na mapie jeśli nawigacja prowadzona jest tradycyjnymi metodami. Pamiętaj, że najpierw podaje się szerokość, a potem długość geograficzną.

Jak wezwać pomoc

Co zrobić z radiem, żeby wezwać pomoc. Wersja podstawowa sprowadza się do pokazania, gdzie znajduje się przycisk ‘distress’ (zwkle pod klapką koloru czerwonego). Wersja średniozaawansowana: jak korzystać z radia, a także co do niego mówić, żeby wszyscy dookoła zrozumieli, że się potrzebuje pomocy. W praktyce, skipper powinien Wam pokazać, gdzie wisi instrukcja wezwania pomocy i wytłumaczyć, że radio to nie telefon komórkowy i trzeba w odpowiednich momentach naciskać i puszczać przycisk znajdujący się na mikrofonie. Jeśli jest to oceaniczny rejs w mało uczęszczaną przez statki okolicę, to powinien Wam pokazać również jakich innych środków wzywania pomocy użyć. Mogą to być: EPIRB, radio dalekiego zasięgu, albo telefon satelitarny, SART i jeszcze parę innych (bez wchodzenia w nadmierne szczegóły z Rozporządzenia o bezpiecznej żegludze…: jacht wybierający się w takie okolice powinien być przynajmniej w część z nich wyposażony).

Co robić, gdy ktoś wyleci za burtę

Wytłumaczyć jak wykonać manewr człowiek za burtą. Moim skromnym zdaniem (bo ilu żeglarzy tyle opinii na ten temat) w najprostszym dla okazjonalnego i zaskoczonego przez wypadek żeglarza wariancie: wszcząć alarm, rzucić koło ratunkowe i  koniecznie śledzić zgubę. W tym samym czasie postawić jacht w dryf. Czyli skręcić jachtem tak, żeby przejechać dziobem przez linię wiatru, wyluzować tylni żagiel i  na koniec zakręcić kołem sterowym w kierunku wiatru. Przy sprzyjających warunkach, jeśli wykona się to odpowiednio szybko, jest szansa znaleźć się dosłownie kilka — kilkanaście metrów od nieszczęśnika, który wypadł ze statku. Potem można już na spokojnie odpalić katarynę, zwinąć przedni żagiel i wybrać tylni żeby już bez dodatkowych przygód, jechać po moczącego się w wodzie żeglarza. Tu przy okazji dobrze byłoby się od skippera dowiedzieć jak silnik uruchomić, bo nie zawsze jest to tak oczywiste jak mogłoby się wydawać. No i dowiedzieć się o co dokładnie chodzi ze stawaniem w dryf oraz za które liny pociągnąć, a które zluzować, żeby te wszystkie żagle obsłużyć.

Jak się ewakuować, gdyby zaszła taka konieczność

Co i kto powinien zabrać ze sobą w razie konieczności ewakuowania się do tratwy. Padną pewnie przy tym takie terminy jak ‘grab bag’ i ‘epirb’ – warto się dowiedzieć co to takiego i gdzie się to znajduje, jeśli się ma co do tego wątpliwości. Skipper powinien również wyjaśnić, co zrobić żeby radośnie nie wrzucić tratwy do wody, a potem patrzeć jak odpływa w siną dal zostawiając załogę na tonącym jachcie.

Jak się zachować, jeśli przyleci helikopter

Że jak przyleci helikopter bo skipper zasłabł i udało się już wezwać pomoc, to cokolwiek z tego helikoptera wyrzucą musi dotknąć najpierw wody, a potem dopiero może zostać złapane do ręki. Chyba, że się chce mieć więcej poszkodowanych na pokładzie, porażonych prądem jaki wytwarzają obracające się łopaty śmigłowca. Dobrze też wiedzieć, że przed przylotem śmigłowca lepiej zrzucić wszystkie żagle.

Jak spuścić wodę w kiblu i inne przyziemne sprawy

Jak się posługiwać toaletą na jachcie i inne życiowe jachtowe sprawy. Toaleta, co  najważniejsze – czego do niej nie wrzucać. W skrócie: niczego, co nie przeszło przez układ pokarmowy. Jak mawiał jeden ze znanych mi kapitanków: „Odpowiedź na pytanie: ‘Czy wolno wrzucić papier toaletowy do kibla?’ Brzmi: ‘tak’. Pod warunkiem, że się go najpierw zeżre’. Obsługa ręcznej spłuczki toalety też wymaga pewnego treningu i zapamiętania na jakie pozycje te wszystkie dwie wajchy poprzestawiać. Jeśli są wyznaczone wachty, skipper powinien powiedzieć co kto ma na nich robić (zwykle jedna osoba steruje, a druga prowadzi obserwację). Choroba morska i sposoby radzenia sobie z nią, a także wiele, wiele innych.

Tematyka żeglowania, bezpieczeństwa i bytowania na jachach w morzu jest tak obszerna, że nie bez powodu cała zgromadzona na ten temat zarówno praktyczna, jak i teoretyczna wiedza zajęłaby pewnie sporych rozmiarów bibliotekę. Wszystkiego w tak krótkim, z założenia syntetycznym wpisie – poruszyć się nie da. Jeśli więc chciałbyś coś dodać do tego wpisu, to zrób to w komentarzu poniżej

Kategorie
Publicystyka

Jak żeglarstwo może Ci pomóc znaleźć Twoją drugą połowę

Trochę się wahałem, czy umieszczać taki wpis, bo może się okazać nieco zbyt kontrowersyjny i wielu pewnie się nie spodoba. Pomijając już, że jest skrajnie subiektywny. Potem wsiadłem do londyńskiego metra i widzę reklamy (może lekko przekręcone, ale wszystko autentyki):  ‘Get your mom off the Tinder – dating app for 50+’, zaraz obok: ‘‘Muslim dating app’, a kawałek dalej ‘True Christian dating app’… Pomyślałem sobie: a czemu by żeglarzom obecnym i przyszłym, nie uświadomić jak na ich uczuciowo – romantyczną sferę żeglowanie po morzu wpłynąć może. Jak wszyscy, to wszyscy, a i data temu sprzyja, żeby coś podobnego napisać.

Poniżej sześć przykładów na to, w jaki sposób żeglarstwo może podnieść Twoje szanse na rynku randkowo – matrymonialnym i jeden, jak scementować lub utrwalić Twój związek.


1. Żeglarstwo morskie to coś co mocno wyróżnia

Żeglowanie po morzu,  w perspektywie bardzo wielu ludzi jest nie tylko elitarne (choć być nie musi), ale i niebezpieczne (choć zazwyczaj nie jest). Morze i ocean niedomiennie ludzi fascynują, a Ci którzy odważają się po nim pływać na mniejszej lub większej łódce napędzanej siłą wiatru wydają się bardzo odważni. A jak odważni to i bardziej atrakcyjni.


2. Morskie opowieści

Na własne uszy słyszałem, że można o jednym morskim rejsie z niesłabnącą pasją opowiadać pięć bitych dni. To może trochę przesada, ale że sam się w te rejony czasem zapędzam to nie będę się wyśmiewał. Wydaje się faktem, że gawędziarstwo i pasja w opowieściach, zdają się być atrakcyjne. Zresztą, kto nie był na randce, gdzie nagle zapadło niezręczne milczenie i nie wiadomo było co powiedzieć. Historia z tygodniowej wycieczki na przykład na Hebrydy Zewnętrzne będzie czymś co z pewnością sprawi, że niewiasta, czy inny młodzian spojrzą na nas bardziej przychylnym okiem z otwartymi ze zdumienia ustami.

3. Nabierzesz pewności siebie.

Nie wiem, czy ktoś to kiedyś na poważnie zbadał, ale sądząc po ilości blogów i videoblogów, szkół uwodzenia i tego co w nich piszą i opowiadają – pewność siebie wydaje się być najistotniejszą cechą, która powoduje, że wydajemy się atrakcyjni. Pewność siebie na jachcie rośnie na wiele sposobów. Po pierwsze, po przepłynięciu jakiegoś dłuższego odcinka, na przykład dwóch albo trzech dób non – stop na wodzie, ma się poczucie osiągnięcia celu i sukcesu. Myślisz: “ja na tej łódce małej dopłynąłem, aż do…”. Po drugie, zaraz po wejściu na jacht zderzasz się z innymi, często nieznanymi Ci wcześniej ludźmi, z którymi zmuszony jesteś się komunikować, wzajemnie wspierać. A na pewno dzielić z nimi stosunkowo niewielką powierzchnię. Jeśli jesteś introwertycznym i nieśmiałym typem, który chciałby się troszkę otworzyć – jest to dla Ciebie kapitalne ćwiczenie.

4. Stracisz trochę wagi.

Czy raczej: Twoja tkanka tłuszczowa zmieni się w mięśniową. Może to i przykre, że taki mamy obecnie kanon piękności, że szczupli wydają się ogółowi piękniejsi, ale jest jak jest. Trudno powiedzieć jak to do końca działa, że ludzie, którzy dużo żeglują – szczupleją. Doświadczyłem tego na własnej skórze. Ma to ponoć jakiś związek z tym, że ze względu na stałe kołysanie się jachtu nasze ciało non-stop wykonuje niewielki, ale ciągły i nieprzerwany wysiłek. Dwadzieścia cztery  godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Poza tym, jeśli pływamy po ‘zimnym’ nasze zapotrzebowanie na kalorie jest większe, a przyjmujemy ich z grubsza tyle samo, ponadto na jachcie dość regularnie się jada, a to ponoć sprzyja utrzymywaniu dobrej sylwetki. Zresztą, żeby nie być gołosłownym: zdjęcia bardzo dobrze znanych z Youtube braci Trautman żeglujących sobie od lat na jachcie ‘Delos’

5. Będziesz mieć najlepszą opaleniznę.

Będziesz mieć niesamowitą, najlepszą z możliwych opaleniznę. Refleksy światła odbijającego się w wodzie, porywy wiatru smagającego twarz, powodują, że wygląda się jak po odejściu od pieca hutniczego. Widzisz już swoją fotkę na Tinderze?

6. Poznasz mnóstwo bardzo fajnych ludzi. Część z nich będzie pewnie nawet wolna.

Na organizowanych rejsach morskich jest mnóstwo singli. Co więcej, są nawet rejsy wyłącznie dla singli, gdzie organizatorzy dbają o zachowanie odpowiednich parytetów. Czy może być lepszy sposób na szybkie nawiązanie bliskich relacji i niezłe poznanie się z kimś nieznanym, niż spędzenie z nim tygodnia kołysząc się wśród fal? Najlepiej w rejsie gdzie nie ma zasięgu telefonów komórkowych, nic nas nie rozprasza i możemy poświęcić całą i kompletną uwagę drugiej osobie? Zwykle na jachtach spotyka się naprawdę fantastycznych i ciekawych ludzi. I to wszystko bez tego strachu, czy podejść, czy zagadać, co powie, co ludzie pomyślą jak się skrzywi. Co jak się kura na mnie patrzy.. Całe pierwsze podejście – najbardziej stresujące w nawiązywaniu nowych znajomości – jest za Tobą w momencie gdy stawiasz stopę na pokładzie jachtu.

No to jak już znajdziemy sobie tą drugą połówkę na skutek tego jak nasze życie zmieniło się, bo zaczęliśmy się parać morskim żeglarstwem, pozostaje pytanie: jak to zrobić, żeby chciała z nami zostać. Odpowiedź jest bardzo, ale to bardzo prosta:

Jechać ponownie na żagle

Bez niej (albo niego). Trochę zdrowego dystansu i ‘czasu dla siebie’ jeszcze żadnemu związkowi chyba nie zaszkodziło. A żona, mąż, chłopak czy dziewczyna, czy nawet dzieci: jak trochę potęsknią, to pewnie bardziej docenią obecność wyrywającego się na tydzień – dwa w roku z domu żeglarza.

Szczęśliwych Walentynek!

Kategorie
Publicystyka

Jak żeglarstwo może dopalić Twoją karierę

To znany fakt, że sposób w jaki spędzasz swój czas, również ten wolny, w pewnym sensie definiuje Cię jako człowieka. Wakacje spędzone w ośrodku wypoczynkowym przy basenie, który wygląda kropka w kropkę tak samo jak podobne mu miejsca w Twoim rodzinnym kraju, połączone z wyjściami na plażę i wycieczkami to tu to tam, na pewno są relaksujące, ale czy pomogą Ci się rozwijać?

Żeglowanie po morzu, czy oceanie to ten rodzaj aktywności, który pozwoli Ci się zarówno zrelaksować jak i wiele nauczyć. Przygotowałem 11 sposobów w jaki żeglarstwo może Ci pomóc w rozwoju Twojej kariery oraz osobowości. Miłej lektury i refleksji nad tym dokąd popłyniesz w następne wakacje.

  • Jeśli wybierzesz dobry rejs, z dobrą firmą, a co najważniejsze z ogarniętym skipperem, zobaczysz wyjątkowo ciekawy typ przywództwa sytuacyjnego. Skipperzy uczą się jak prowadzić rejsy tak, żeby ich załoga była zadowolona, a równocześnie są odpowiedzialni, za to, żeby jacht dopłynął bezpiecznie do portu przeznaczenia. To wymaga wiele asertywności i umiejętności zmieniania stylu przywództwa w zależności od sytuacji. To coś, czego możesz nie zobaczyć w biurze na codzień.
  • Zrobisz w wakacje coś innego niż większość Twoich kolegów z pracy. Wyobraź sobie biurowe pogaduchy, gdzie wszyscy opowiadają o tym jak to byli na all inclusive w Tunezji. Które było zresztą bardzo słabe, bo nie mieli tego samego Chardonnay co w zeszłym roku. Ty będziesz się mógł pochwalić np. Przepłynięciem Zatoki Biskajskiej. Takie rzeczy wyróżniają z tłumu. Takie rzeczy widzą i słyszą Twoi koledzy i Twoi przełożeni.
  • Jeśli tylko będziesz chcieć, nauczysz się wielu interesujących rzeczy. Świat na morzu jest również zorganizowany, w bardzo interesujący sposób. Jest pełno przepisów i zasad, mnóstwo technik do wykorzystania, żeby dopłynąć tam gdzie się chce dopłynąć w jednym kawałku. Mnóstwo różnych sposobów organizowania życia na pokładzie. To bardzo poszerza horyzonty. Jeśli zdecydujesz się na kontynuowanie żeglarstwa jako hobby – nauczysz się naprawdę, naprawdę wiele. Bez wielkiej przesady można chyba powiedzieć, że jest to najbardziej skomplikowane hobby na świecie. Być może jakaś część z rozwiązań morskich znajdzie zastosowanie w Twojej branży? A może Twoja branża ma coś do zaoferowania żeglarstwu?
  • Na własne oczy zobaczysz, jak w praktyce działają wszystkie te teorie na temat budowania się grup i relacji międzyludzkich. Jeśli przyłączysz się do zorganizowanego rejsu – a to będzie prawdopodobnie Twój pierwszy krok – zobaczysz jak w ciągu kilku godzin grupka nieznanych sobie wcześniej ludzi zmienia się w sprawny kolektyw i grupę zadaniową. To fascynująca obserwacja i jeżeli wyciągniesz z niej odpowiednie wnioski, będziesz mógł tą wiedzę zastosować u siebie w pracy.
  • Nawiązujesz kontakty. Dużo kontaktów. Na rejsach można spotkać cały przekrój społeczeństwa. Jesteś z tymi ludźmi na niewielkiej przestrzeni, więc siłą rzeczy zaczniesz z nimi rozmawiać. Spotkasz: lekarzy, właścicieli małych i większych firm, managerów, specjalistów z najróżniejszych dziedzin. Te kontakty dostajesz niejako w gratisie, gdy wybierasz się na zorganizowany rejs i mogą się stać dla Ciebie długoterminowymi przyjaźniami. Kto wie, czy na rejsie nie spotkasz swojego przyszłego szefa, pracownika, klienta czy podwykonawcę?
  • Wychodzisz ze swojej strefy komfortu – a to pomaga Ci się rozwijać i Cię uszczęśliwia. Życie na niewielkiej przestrzeni przez kilka dni wymusi na Tobie skupienie się na innych ludziach i spowoduje podniesienie się Twojego poziomu inteligencji emocjonalnej. Ewentualnie błyskawicznie go zweryfikuje. To pomaga łatwiej czytać innych już później, w pracy. Te miękkie umiejętności są bardzo cenne i to niezależnie od branży, czy stanowiska.
  • Nabierasz dystansu i pewności siebie, a te są zawsze ważne dla kariery. Wyobraź sobie, że komuś nie podoba się tabelka excela, którą właśnie przygotowałeś i wyraża to w nieciekawy sposób. Wystarczy wtedy przypomnieć sobie tą ciężką noc na Morzu Północnym, gdy fale waliły się na pokład. To naprawdę pomoże znaleźć Ci umieścić tą tabelkę i powiązane z nią Twoje negatywne uczucia w miejscu, na które zasługuje.
  • Jeśli wybierzesz się na zorganizowaną wycieczkę jachtem, jedyne czym musisz się martwić, to jak się dostać na start i wydostać z mety. Resztą zajmie się organizator. Nie musisz planować noclegów, hoteli, ogarniać biletów i rozkładów jazdy (poza dojazdem na start i powrotem z mety). Po prostu skupiasz się na tym, żeby odpocząć w niezwykły sposób. Podobno urlop jest jedną z najbardziej stresujących czynności w życiu ludzi – nie pozwól na to!  Odpocznij, wróć do pracy naładowany jak nigdy dotąd.
  • Dajesz się inspirować innym. Jako się rzekło wcześniej – naprawdę różni ludzie trafiają się na jachtach. Wielu z nich ma wyjątkowo ciekawe spostrzeżenia. Są tam z Tobą i dla Ciebie. Korzystaj, słuchaj, inspiruj się – nigdy nie wiesz co i kiedy może się połączyć z tym czym się na co dzień zajmujesz.
  • Jeśli pracujesz w marketingu albo PR albo zajmujesz się social media – uwierz mi, że zdjęcia za sterem jachtu morskiego, będą tymi, gdzie nazbierasz najwięcej lajków i komentarzy. No chyba, że jesteś pilotem akrobatą. 
  • To chyba już jedyny sposób i miejsce w świecie, żeby zafundować sobie ‘cyfrowy detoks’. Gdy odpłynie się już od brzegu i skończy się zasięg, będziesz się mógł naprawdę zrelaksować bez dziesiątków gigabajtów informacji bombardujących Cię każdego dnia. Zostaniesz tylko Ty i morze.

Nie ma na co czekać. Zapisz się na jakiś ciekawy rejs i zobacz jak to jest.

Kategorie
Publicystyka

Bałtycki alfabet literki A do E

Tak się złożyło, że od pewnego czasu jestem skipperem. Skipperem, czyli kapitanem niewielkiego jachtu lub jak to ktoś określił “przedszkolanką dla dorosłych”. O tym jak do tego doszło – innym razem. Pływam po Bałtyku i nie tylko z dość przypadkowymi ludźmi, którzy najczęściej trafiają na morze pierwszy raz i jest to dla nich, tak jak i dla mnie było, wielkie przeżycie. Dla nich zatem ten pierwszy, a potem i kolejne wpisy.

Może wyjaśni parę rzeczy przed wyjściem na morze.

A jak Asekuracja.

Jacht na morzu się trzęsie i buja nim, to oczywiste. Oczywiste wydaje się również, że po to by funkcjonować w takim środowisku i po pierwsze wrócić, a po drugie wrócić ze niezmienioną kompozycją układu kostnego, należy się asekurować. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. O ile na pokładzie asekuruje się “wąsami” (taka specjalna uprząż, którą należy wpiąć w stały element jachtu), o tyle wewnątrz łódki jest z tym już nieco inaczej.

Najważniejsze to nie walczyć na siłę z żywiołem. Najlepiej postarać się wyczuć dominujący ruch jachtu  i starać się wykorzystać go do własnych celów. Jacht, na żaglach i na fali porusza się zadziwiająco regularnie.

Jeśli idziemy w dużym przechyle, to niekoniecznie musimy uparcie stać na kolanach w przeproście jak na szczudłach, bo przy pierwszej, nawet umiarkowanej, fali polecimy przez całą szerokość jachtu. Czasem łatwiej gdzieś zjechać na skarpetkach, ramieniem odbić się od ściany i wyhamować na handrelingu nad zlewem niż uparcie podążać jakąś z góry wytyczoną trajektorią. Zamiast złazić zejściówką, która łapie 40 stopni przechyłu – łatwiej opuścić się na ramionach trzymając się za krawędź nadbudówki i od razu usiąść przy stoliku nawigacyjnym. Czasem w jachtach są specjalne relingi w suficie, których można się złapać, korzystajmy z nich. Do gotowania, czy zmywania – można również ubrać uprząż i wpiąć się w stałe stanowisko asekuracyjne.

Do asekuracji  wewnątrz jachtu, najsłabiej nadają się: klamki i rączki od armatury kuchenno – łazienkowej. Mają zadziwiającą tendencję do pozostawania w ręku członka załogi i trudno się je naprawia.

B jak Bałtyk

Wyjątkowo interesujący akwen. Są ludzie, którzy twierdzą, że to wielkie jezioro i pewnie mają trochę racji. Są tacy, którzy uważają, że to morze już arktyczne i pewnie też mają trochę racji. Nie będę cytował tego co pisze Wikipedia, czy podręczniki do geografii. Wiem na pewno, bo doświadczyłem na własnej skórze, że jest akwenem bardzo urozmaiconym. Archipelagi tysięcy wysepek na zachodzie i północy (Alandy i Archipelag Turku to ponoć 9700 wysp) i pustynne, nudne wybrzeża na południu i wschodzie. Pogoda, która w jednym tygodniu pozwala na pokonanie 450 mil w cztery i pół dnia, po trójkącie bo wiatr jak na zamówienie zmienia kierunek, a w innym zamyka na tydzień w porcie. Fala, która potrafi urosnąć do 4 metrów i mieć okres raptem kilku sekund. Wiatr, który rozwiewa się nawet do 12 w skali Beauforta. Ruch statków tak wielki, że można spędzić całą noc na łamigłówkach jak przejechać którąś z autostrad i kilka interesujących krajów, które można odwiedzić. Intensywne, arktyczne jezioro.

C jak CPA

Tango ze statkami

Czyli closest point of approach lub po polsku najbliższy punkt zbliżenia. To taka ciekawa wartość, którą można wyczytać z plottera i mówiąca o tym w jakiej odległości przetną się kursy: nasze i obserwowanego właśnie przez AIS (automatyczną identyfikację statków) statku. Wyraża się to w milach. Uzupełnione jest prawie zawsze tak zwanym TCPA, nadającym temu spotkaniu wymiar czasowy i odpowiadającym na pytanie kiedy to spotkanie nastąpi. Na jachcie, którym rzuca fala i wiatr, prowadzonym ręką niedoświadczonego sternika, CPA jest zwykle bardzo niestabilne i lubi się wahać nawet o kilka mil. Wartości skaczą od np. 50 metrów do 2 Nm (mil morskich). Jeśli widzisz, ze CPA jest wyrażane w metrach, przy TCPA poniżej kwadransa, to już naprawdę najwyższa pora, żeby obudzić skippera. Jeśli Ty tego nie zrobisz to pewnie wkrótce zrobi to statek wywołując Was na radio, a wtedy bura od kapitana gotowa. 

D jak darcie się / darcie ryja 

Jedna z popularniejszych metod komunikacji werbalnej na jachcie, szczególnie w przypadkach silnego wiatru i łopoczących żagli, jak również czasem konieczności wydobycia ze stuporu cierpiącego na chorobę morską załoganta, który nie reaguje na polecenie wybrania jakiejś liny w kluczowym momencie manewru. Sam się zdziwiłem, gdy zostałem skipperem, że w ogóle potrafię wydobyć z siebie krzyk, bo wcześniej mi się to nie zdarzało. Wiem też, że łopocząca genua o powierzchni kawalerki w Warszawie potrafi narobić niezłego huku i nie tylko napędzić stracha nawet najbardziej nagrzanym na żeglowanie, ale po prostu skutecznie wytłumia wszelkie głosy. Wówczas niestety – trzeba krzyczeć. Nie bierzcie tego personalnie – skipperzy to zazwyczaj równi goście.

D jak dziewczyny

Najczęściej występujące pod postacią podmiotu w pytaniu: “Czy są jakieś dziewczyny na rejsie” i nieuchronnie następującą po nim odpowiedzią “nie”. Zdarzają się, ale rzadko. Są dobrem bardzo pożądanym, bo niewiarygodnie łagodzą obyczaje męskiej części załogi. Jest grzeczniej, milej, czyściej, obiady jakby smaczniejsze (Panowie bardziej się starają), kibel jakby czystszy, dyskusje bardziej elokwentne i taktowne. Normalnie Wersal. Drogie Panie – nie wahajcie się przyjeżdżać na rejsy.

E jak “etapówka” 

Czyli rejs etapowy. Zmora skippera bałtyckiego. Nie można dowolnie zaplanować sobie trasy, bo gdzieś trzeba dotrzeć na sobotę i wymianę załogi. Zwykle więc od samego początku zasuwa się ile tylko pary w żaglach, żeby robić odległość jeśli warunki pozwalają i nie marnuje czasu po drodze, bo na Bałtyku nigdy nie wiadomo co pogoda za dwa dni przyniesie. Moją pierwszą w życiu etapówkę jako dowódca ukończyłem z drobnym siedmiodniowym opóźnieniem spowodowanym przez sztormy. Jak mówią w korpo: “there is always room for improvment”.

Kategorie
Porady

Czego potrzeba, żeby zacząć żeglować po morzu?

To bardzo częste pytanie. Odpowiedź jest bardzo prosta. Trochę chęci i czasu.

Jeśli nigdy przedtem nie żeglowałeś i nie wiesz czy będzie to lubić, musisz znaleźć:

  1. Wiarygodnego organizatora rejsów albo kogoś spośród Twojej rodziny lub przyjaciół kto ma morski jacht. Ewentualnie wyczarterować jacht, znaleźć skippera i kilka osób, które podzielą koszty.
  2. Dobry humor.
  3. Trochę odwagi.

Wiele osób obawia się, że do żeglowania po morzu potrzebny jest jakiś bardzo drogi i skomplikowany sprzęt. Odpowiedź na to pytanie to i tak i nie – zależy od tego jaki masz budżet.

Oczywiście jacht morski jest ogromnym kosztem, ale udział w zorganizowanym rejsie jest już w zasięgu większości kieszeni. Żeglarskie ubrania mogą kosztować małą fortunę, ale dla początkującemu najlepiej kupić sztormiak z Decathlonu, którego koszt to w sumie jakieś 200 euro, a na dwie – trzy wyprawy rocznie, w okresie wiosenno – letnim w zupełności wystarcza.

Zdarzają się również organizatorzy, którzy trzymają na jachcie sztormiaki dla osób, które właśnie chciałyby spróbować. To świetna opcja dla osób, które nie chcą inwestować w drogie ubrania, których być może później już nie użyją. Sztormiaki zakłada się na inne ubrania, więc nie mają bezpośredniego kontaktu ze skórą innej osoby, która go wcześniej używała.

Sporo osób zabiera na żagle… ubrania narciarskie – to też niezła opcja.

Reszta, która potrzebna jest by rozpocząć żeglowanie to kwestia nastawienia: umiejętności współpracy i przebywania z innymi ludźmi oraz chęć przeżycia przygody życia.